Przypomniałem sobie właśnie, że jako mały chłopak byłem z dziadkiem na wakacjach. Znaczeń wielu wyrazów jeszcze wtedy nie znałem. Nie znałem na przykład wyrazu: nieskończoność. W szkole, na matematyce, być może uczyli mnie już o nieskończoności ale i tak nic nie rozumiałem. Zapamiętałem tylko mojego dziadka, który pokazał mi jak nieskończoność zrobić.
Jest to dość proste. Bierzesz prostokątny pasek papieru, skręcasz o 180 stopni, sklejasz końcami… i już. Jakoś zapamiętałem swoje zaskoczenie, gdy pierwszy raz zobaczyłem dziwność i prostotę tej wstęgi z papieru. Wiele razy wodziłem palcem po jej powierzchni, sprawdzając, czy na pewno dziadek mnie nie oszukuje. Tyle nieudanych lekcji matematyki, a tutaj jedna zakręcona kartka. Takie w sumie zwyczajne.
Wstęga Mobiusa
Poznałam ją z jakiejś książki matematycznej dla dzieci. Teraz już chyba takich nie piszą.
Przez: lavinka w marzec 3, 2009
o 6:34 pm
Chyba nawet u Ciebie na blogu widziałem Lavinko w tym kształcie klosz lampy. Świetna sprawa
A co do nieskończoności, to zawsze mnie irytował fakt, że w funkcji x=1/2 krzywa zbliża się do osi poziomej, ale do licha, nigdy jej nie dotknie! Cóż za denerwujący fakt!
A teraz jestem w trakcie “Księgi nieskończoności” Barrowa :>
Przez: Teloch w marzec 17, 2009
o 6:46 pm