Dziś zostałem oficjalnie magiem. Mam co prawda tylko jednego wyznawcę, który ma zaledwie dwa lata, ale od czegoś trzeba zacząć. Inicjacja była dość łatwa. Położyłem na ziemi klocek i przykryłem go kubeczkiem. Odmówiłem obowiązkowe czary-mary-hokus-pokus, poruszałem kubeczkiem i klocek zniknął pod moją nogą.
Oczywiście wszystko działo się tak szybko, że pilnie przypatrująca się temu dwulatka nic nie zauważyła. Poprosiłem żeby podniosła kubek i sprawdziła, gdzie jest klocek, co zakończyło się zdumionym “łał” i “nie ma”, “łał”. Potem odwróciła się żeby klocka poszukać (też maczałem w tym palce
), ponownie wykonałem na kubku czary-mary i gdy go podniosła klocek już był… “łał”, “jes”, “łał”. Oczywiście zaraz spróbowała czyn ten skopiować, ale niestety odmawianie “szary-szary” nie przyniosło skutku. “Poznikaliśmy” jeszcze w ten sposób kilka przedmiotów i myślę, że zdecydowanie podniosło to mój status taty posiadającego zdolności paranormalne.
Tak sobie pomyślałem, że psychologia zaczyna się od wioskowych szamanów. Dlaczego mogłem “oczarować” dziecko? Ponieważ rozumiałem jej procesy psychiczne lepiej niż ona sama. Mogłem przewidzieć jej zachowanie, zdawałem sobie sprawę z jej ograniczeń uwagi; wiedziałem coś o niej czego ona jeszcze nie wie.
Powstał mój mały umysłowy model. Oczywiście nieweryfikowalny, jak to opowiastki ewolucyjne. Pewnie też wtórny, jak większość uproszczeń, które “nagle” się pojawiają w głowie.
Kiedyś na naszej ewolucyjnej drodze postały warunki w których największym przeciwnikiem człowieka był już tylko drugi człowiek. Szczególnie tyczyło się to płci brzydkiej, która stworzyła sobie istny kocioł ewolucyjny. Przetrwanie determinowane było tym, czy udało się przewidzieć ruch przeciwnika, zareagować szybciej i z wyprzedzeniem. W tej walce na początku wszyscy mają równe szanse, ale żywy z walki wyjdzie ten, który posiada bogatszy repertuar behawioralny – im więcej opcji, tym mniej stałych wzorców i więcej możliwych kombinacji. Przewidywalność prowadziła, wcześniej, czy później, do zguby.
Wraz ze złożonością behawioralną musiała iść w parze zdolność dostrzegania coraz to słabszych, coraz bardziej subtelnych wzorców, wyłuskiwania tych wzorców z rosnącej mnogości zachowań kolejnych pokoleń, odróżniania szumu behawioralnego od jego rdzenia. Ci, którzy lepiej przewidywali zachowanie innych – lepiej ich rozumieli, rozumieli ich lepiej niż oni sami siebie – zostawali “politykami”, zaczynali kierować grupą; mogli wyprzedzać i przewidywać działania innych grup.
Jeśli któryś “polityk” dożył starości, to musiał być psychologiem wyjątkowym. Nie dać się zabić innym grupom i ambitnym członkom własnej to musiało być osiągnięcie godne mistrza. Cóż może zrobić stary wódz, który jest na tyle “przewidujący”, iż wie, że siły intelektualne go opuszczają, popełnia błędy i wcześniej lub później pojawi się nowy, młody, który dokona “detronizacji”.
Może odsunąć się od ewolucyjnego kotła, zająć inną pozycję. Może zostać szamanem. Może wykorzystać swoją wiedzę nie do zabijania, lecz do leczenia, pomagania i zadziwiania. Jeśli odpowiednio dużo widział, to wie, że niektórzy ludzie “umierają gdyż nie walczą” i zaczyna stosować metodę placebo – ziółka, dotykanie, amulety – nie ma znaczenia co, ważne żeby “cokolwiek”.
Personifikując naturę stara się ją przewidywać na takiej samej zasadzie na jakiej przewidywał zachowania ludzi… słońce, gwiazdy, liście są dla niego “duchami”, chce zrozumieć ich delikatne wzorce, przewidzieć ich “zachowania” – oczywiście jego życie jest zbyt krótkie by było to możliwie, z jego perspektywy wszystko jest chaosem, bezładną masą, którą co najwyżej można próbować ułaskawić – natura jest zbyt potężna, ale wierzy, że jest możliwe by ją zrozumieć i wyprzedzić, by ją przewidzieć, a jak przewidzieć to i zmienić. Wierzy, że to możliwe – a wiara daje siłę i czyni cuda… tak jak placebo.
No to skaczemy do przodu, mamy Kartezjusza, mamy Metodę, mamy naukę, mamy meteorologów, mamy statystykę, mamy psychologię, mamy komputery, modyfikujemy geny. Tylko szamani już jacyś nudni i w białych kitlach…
To psychologia, a nie matematyka jest matką wszystkich nauk
