Edwin Bendyk zamieścił interesujący wpis dotyczący globalnego rankingu uczelni wyższych.
Ścisła czołówka nie dziwi. Bardziej zastanawia, że przynajmniej po jednym uniwersytecie w pierwszej 200-ce mają Tajlandia, Brazylia, Argentyna, Meksyk, Grecja, RPA. Korea Południowa, kraj do niedawna rozwijający się ma kilka uniwersytetów na poziomie światowym, podobnie Indie i Chiny. Z kręgu cywilizacji posowieckiej załapał się jedynie Uniwersytet Łomonosowa z Moskwy.
Od dawna podoba mi się wyścig rodzimych uczelni po laury zbierane w lokalnych rankingach. Jest mniej więcej tak samo fascynujący, jak rozgrywki naszej ekstra?klasy w porównaniu do meczów Ligi Mistrzów. Gdyby nie internet i możliwość wolnego dostępu do przepastnych zbiorów literatury, a co za tym idzie niezależnego włączenia się w globalny nurt intelektualny, pewnie wpadłbym w depresję.
Na szczęście hasło Adama Słodowego – Zrób to sam! działa też w edukacji wyższej. Z surowcami problemu nie ma, bo w postaci korowo-neuronalnej dostajemy go na szczęście, mniej więcej, po równo – niezależnie od tego czy przyszło nam żyć w kraju w którym o przyszłości się myśli, czy też tam gdzie obowiązuje zasada “tyle zysku co w pysku”
Edward Lucas, środkowoeuropejski korespondent tygodnika „The Economist”, powiedział, że polskie uniwersytety przerabiają diamenty na węgiel. To brutalne, lecz trafne stwierdzenie. Dysponujemy wielkim majątkiem, jakim jest talent, entuzjazm i głód sukcesu naszej młodzieży.- Prof. Leszek Pacholski