Napisane przez: psycholudens | marzec 7, 2008

Czy będziemy coraz głupsi?

Na głównej stronie gazeta.pl zaintrygowała mnie zajawka artykułu “Upadek homo sapiens?”. Uwielbiam tytuły katastroficzne, w stylu “Czy to już koniec?”. Zazwyczaj prowokują intelektualnie i można się z nimi pospierać. Tak też jest i w tym przypadku. Jako, że artykuł dotyczy bliskiej mi dziedziny, pozwolę sobie na krótki komentarz.

Czy grozi nam intelektualny upadek? to tłumaczenie wywiadu z Jamesem Flynnem, znanym przede wszystkim za opisanie Efektu Flynna, który przedstawia się tak:

systematyczny wzrost ilorazu inteligencji obserwowany od początku XX wieku w krajach kultury zachodniej

Zdecydowanie zgadzam się z Flynnem, że odniesienie sukcesu akademickiego przez studenta, jest przede wszystkim zależne od jego motywacji i zdyscyplinowania, a nie od poziomu inteligencji. Oczywiście za tym stwierdzeniem stoi założenie, że poziom inteligencji studenta jest nieco powyżej przeciętnej dla populacji, czyli istnieją określone kryteria przyjmowania na studia. Innymi słowy, podobnie jak z kreatywnością, do osiągnięcia studenckiego sukcesu potrzebny jest pewien “krytyczny” poziom inteligencji, ale powyżej tego poziomu dalszy wzrost nie przekłada się bezpośrednio na wyższe wyniki. Większą rolę odgrywa inicjatywa i pasja.

Podoba mi się prosty i dobitny sposób, w jaki James Flynn odpowiada na pytanie o definicję inteligencji Boringa, która jest bardzo znana, gdyż jest prosta do zapamiętania i nie wymaga absolutnie żadnego dodatkowego wysiłku umysłowego (była moją ulubioną definicją na studiach ;) )

- Powszechnie znana definicja inteligencji mówi, że jest ona tym, co mierzy się za pomocą testu IQ.

- To skrót myślowy. Tak samo można by powiedzieć, że upał to to, co mierzy się za pomocą termometru. Kto rozumuje w ten sposób, stanie w miejscu i już nigdy nie zrobi kroku naprzód.

W interesujący sposób omówione są przyczyny wzrostu wyników testów IQ. Szczególnie ciekawy jest fragment o rewolucji przemysłowej, upowszechnieniu maszyn i “nieuświadomionej” edukacji, której poddawani byli robotnicy w fabrykach. Składanie śrubek może i było bezmyślne, ale jednocześnie obserwacja maszyn musiała ułatwić rozumowanie w przyczynowo-skutkowych kategoriach. Wydaje się, że obcowanie z komputerem przyspiesza ten proces w jeszcze większym stopniu.

Nie mogę się jednak zgodzić z Flynnem, kiedy mówi, że właśnie dotarliśmy do końca i teraz już będzie tylko gorzej.

Przyczyny wzrostu ilorazu inteligencji w społeczeństwie zaczynają więc powoli zanikać. Współczesny świat bombarduje nas coraz to nowymi środkami pobudzającymi, chociażby takimi jak strzelanina czy morderstwo w grze komputerowej. Jak więc można oczekiwać od młodych ludzi, żeby czytali Karola Dickensa? Oni nie potrafią już przebrnąć przez 400 stron książki, na których nie dochodzi do żadnego trzymającego w napięciu pościgu za mordercą. Najbardziej martwi mnie to, że sami nie zauważają, ile w ten sposób tracą.

oraz

- Jednak musi Pan przyznać, że dzięki portalom takim jak Google czy Wikipedia, można łatwo zdobyć wiele cennych informacji.

- Rzeczywiście. Można na przykład sprawdzić, ilu Żydów zginęło w czasach Holocaustu. Jednak nigdy nie będzie to to samo, co przeczytać “Dziennik” Anne Frank. Żadne inne medium nie kształci naszej zdolności odczuwania tak, jak robi to literatura. Moim zdaniem chaotyczne nagromadzenie faktów w internecie nigdy nie dotrzyma kroku książkom.

Jestem zdania, że przyszłość wyglądać będzie zgoła inaczej. Odejście od książek wcale nie oznacza spowolnienia i zubożenia rozwoju. Oznacza rozwój innego typu. Dobre książki stanowią fantastyczny zbiór informacji przetrawionych przez autora specjalistę i wyjaśnionych za pomocą spójnych teorii, które autor proponuje. Czytając dobrą książkę wiele się uczę, ale jest to pewnego rodzaju imitacja, podążanie drogą, na której ktoś już był. Książka nie jest chaotyczna, oferuje mi spójną strukturę nadaną przez autora.

Na internet faktycznie można patrzeć jak na chaotyczne nagromadzenie faktów. Jednak coś ta sytuacja mi przypomina. Chaotyczne nagromadzenie faktów, brak spójnych teorii to jest standardowa sytuacja naukowca, który ma zamiar zająć się nowym problemem badawczym. Do niedawna naukowców, którzy mieli takie problemy można było policzyć na palcach jednej ręki. Byli pionierami w swoich dziedzinach. W tej chwili złożoność “świata” wzrosła do tego stopnia, że umiejętność stworzenia własnej książki z chaotycznych faktów jest niemalże wymogiem stawianym każdemu studentowi. W coraz większym stopniu stajemy się pionierami, gdyż imitowanie przeszłości staje się coraz mniej efektywne. Jeśli to pionierstwo ma się na coś przełożyć to raczej na wzrost ogólnego poziomu inteligencji. Przestajemy jeść gotowe “intelektualne dania”, trzeba zacząć gotować samemu.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie