![]()
Jean-Leon Gerome, Pollice Verso, 1872
Recognize that what is new is often recycled, and that what is novel is often a matter of emphasis – Gordon Burghardt
Burghardt zainspirował mnie, by przegrzebać słowniki i zebrać kolarz znaczeń jakie niosą za sobą wyrazy zabawa, gra i odpowiednik play. Myślę, że wyszło ciekawie.
Wg. Burghardta Encyclopaedia Britannica z 1911 roku podaje następujące źródło play. Jest to termin, który oznaczał wykonanie czegoś lub ruch. Play oznaczać może grę świateł na ścianie; grę ognia w kominku. Te znaczenia najprawdopodobniej wywodzą się z podstawowego: play jako swobodny ruch i wzajemny wpływ części mechanizmu.
Gra na instrumencie oznaczała ruch palców, który powodował dźwięk. Do XVIII wieku grało się zawsze na jakimś instrumencie. Użycie terminu gra do opisania wydarzeń teatralnych lub sportu i rozrywki jest względnie nowe. Wcześniej Iksiński grał na skrzypcach, ogień grał na drewnie, światło grało na ścianie. Gra to jest więc ruch, który coś powoduje, gra to zachowanie.
Gra łączyła się z rozrywką i przyjemnością (dobrą zabawą), ale niekoniecznie dla osoby grającej, a raczej dla jego widowni. Raczej nie powiemy, że grające światło “dobrze się bawi” tworząc wzory na ścianie. Obserwator tej sceny może się “dobrze bawić”, lub być zaciekawionym gdy na tą ścianę patrzy. Moja zabawa wynika z czyjejś gry. Panienki z dobrych domów uczyły się grać na pianinie by zabawiać innych, a nie siebie. Trzeba było poświęcić krew, pot i łzy, by nauczyć się gry, a następnie tą grą dostarczać rozrywki, zabawy współplemieńcom.
Ten aspekt gry wydaje mi się najciekawszy. Grało się dla czyjejś zabawy – nie dla własnej przyjemności. Gra aktor – przyjemność ma obserwator. Jeśli grają oboje to oboje mają z tego wzajemną przyjemność. Przyjemność dawała obserwacja czyjegoś play, a nie samo playing. Walki gladiatorów stanowiły świetną rozrywkę i myślę, że spokojnie można je określić jako formę zabawy. Zabawy dla obserwatorów, mniej dla uczestników. Zabawa może być okrutna, gdyż to co określa zabawę to przyjemność po stronie odbiorcy z obserwacji zachowania. Jeśli publiczności przyjemność sprawi obserwacja cierpienia to taka będzie zabawa.
To tradycyjne rozumienie gry i zabawy miało by interesujące współczesne implikacje. Weźmy grę na komputerze jako formę gry/play. Wydaje się, że na komputerze można grać na dwa sposoby: albo przeciwko innemu człowiekowi albo w trybie jednego gracza – przeciwko komputerowi. Ciekawostką jest to, że jedynie ta pierwsza forma byłaby prawdziwą, tradycyjną grą. Gdy współzawodniczymy lub współpracujemy z drugą osobą ona bawi się naszą grą, a my bawimy się jej grą. Gra jest zawsze społeczna.
Dwie osoby grają, dwie osoby mają z tego przyjemność. W przypadku współzawodniczenia z komputerem jego gra (zaprogramowana przez autorów) zabawia nas ale obawiam się, że nasze poczynania dostarczają mu niewiele przyjemności
. Mamy brakujące ogniwo sprzężenia zwrotnego.
Być może to jest przyczyną faktu, że tradycyjne gry komputerowe trafiają jedynie do wąskiego grona odbiorców, głównie płci męskiej w nastoletnim i średnim wieku. Po prostu gry single-player nie są prawdziwymi grami
. “Prawdziwą” grą będą natomiast wszelkie gry sieciowe (np.World of Warcraft) lub wspólne machanie padami podczas gry przy konsoli WII, albo też azjatycki hit wkraczający coraz powszechniej do nas, czyli wszelakie maty do tańca. Szerokie grono odbiorców, które interesuje się tymi produktami zdaje się pokazywać, że coś jest na rzeczy. Nie tylko do tanga trzeba dwojga. Do prawdziwej gry też potrzeba co najmniej dwóch graczy.