We are All Immigrants by corazón girl
“Co czwarty z nas będzie emerytem, co trzeci imigrantem, co dziesiąty wyznawcą Proroka.”
Tak właśnie (zapewne) będzie wyglądać nasza rzeczywistość za 40 lat. Europa staje się coraz starsza, mniej liczna i znacznie bardziej zróżnicowana.
Pytanie brzmi czy zdołamy się przygotować do życia w tak zróżnicowanym kulturowo świecie? Pokolenie obecnych dwudziestolatków będzie wchodziło w późną dorosłość w zupełnie innym środowisku, niż to w którym się wychowuje. Starzenie się i asymilacja nowości niestety nie idą w parze, a właśnie to nas czeka.
Zapewne nie jest tak dramatycznie jak twierdził William James i modyfikowanie schematów poznawczych ma miejsce też po 25 roku życia. Nie zmienia to jednak faktu, że przekonania o świecie społecznym, które kształtują się w okresie dorastania stanowią trwałą podstawę późniejszego rozumienia rzeczywistości. Dobrze obrazują to badania z zastosowaniem Testu Utajonych Skojarzeń. Uprzedzenia funkcjonujące w środowisku podczas dorastania jednostki, chcąc nie chcąc, przenikają do jej systemu pojęciowego. Są obecne również u osób świadomie deklarujących silną tolerancję i ujawniają się, gdy zasoby uwagi danej osoby zostaną ograniczone. Im więcej etykietek, tym więcej wysiłku trzeba włożyć, jeśli ktoś chce ignorować je w codziennym działaniu.
Mahzarin Banaji, jedna z głównych osób odpowiedzialnych za Harvardzki Projekt Implicit, podczas jednego z wykładów odpowiadając na pytanie, czy można późniejszym wieku “pozbyć” się stereotypów odpowiedziała coś w tym stylu: Mimo, że doskonale zdaję sobie sprawę z istnienia stereotypów i na co dzień opisuję ich działanie, to i tak, gdy znajduję się w szpitalu i podchodzi do mnie lekarka, to bezrefleksyjnie pytam: siostro, kiedy mogę zobaczyć się z doktorem? Po prostu tam gdzie dorastałam ktoś taki jak kobieta – lekarz nie występował. Pociesza mnie jedynie to, że dla pokolenia moich dzieci jest to już zjawisko zupełnie normalne.
Wnioski z tych badań nakazują pośpiech. Eliminacja twardych etykietek z systemu poznawczego zajmuje sporo czasu, a efekty działania są odroczone w czasie. Jeśli interesuje nas to, by Europa za 50 lat miała mniej problemów z wzajemnymi uprzedzeniami grup etnicznych i wyznaniowych trzeba “pracować na organizmach” dorastających już teraz. Nawet jeśli założymy, że takie działania już są czynione dodatkowy problem jest oczywisty – nie mamy praktycznie żadnego dostępu do przyszłych imigrantów.
Stabilne środowisko umożliwia dość szybkie nabycie umiejętności przewidywania wydarzeń, które w nim następują; co za tym idzie szybko rośnie przyjemne poczucie kontroli poznawczej otoczenia. Z moich (skromnych) obserwacji wynika, że osoby, które zmieniają środowisko w późniejszym wieku nie podejmują prób zaadaptowania się do nowych warunków, lecz starają się w nowym miejscu “odtworzyć” to, do czego są przyzwyczajone. Kontakty z nową kulturą ograniczają do niezbędnego minimum. Chyba nie tego oczekujemy. Tworzenie kulturowych gett zbyt często prowadzi do napięć. Obojętnie czy będą to getta imigrantów, czy też autochtonów.
Czy da się w ogóle przełamać ten trend? Czy “wyjmowanie” ludzi z kulturowych enklaw musi wiązać się z utratą przez nich poczucia kontroli? Jeśli czegoś nie wymyślimy to stara Europa będzie miała poważny problem z porozumieniem się z młodą, zróżnicowaną i odmienną od niej imigracją. Nawoływanie o masowe “mnożenie się narodów Europy” na niewiele się zda. W tych zawodach już dawno zostaliśmy zdublowani.
Przykład Dront dodo pokazuje, że nie należy popełniać podstawowego błędu
Ptaki dodo wyginęły – z powodu niezdolności do uczenia się i przystosowania do zmieniających się warunków – w drugiej połowie XVII wieku (wikipedia)
